czwartek, 27 lutego 2020

Jak sprzedać duszę za słodycze [Od Persephony C.D Samael]

  - Wracamy do domu. - zażądała dziewczyna, wycierając krew ze swojej twarzy i spoglądając na chłopaka, najwidoczniej przerażonego i wycieńczonego po kilku dniach tortur. Zmęczona walką, jednak przepełniona determinacją, dała radę przedostać się przez pierwszą falę obrony. Czuła się winna temu, że chłopak trafił do tego zapchlonego schronu dla wilków. Jakim cudem wyczaili to, że chłopak ukrywa swoją prawdziwą rasę? Pierdolę to życie, pomyślała, nim rozerwała łańcuchy. Jęknęła cicho, kiedy drażniący metal dotknął skóry. Nie była w stanie utrzymać go dłużej niż kilka sekund, bo palił niczym świeżo wyjęty z ognia. 
  - Wystarczy mi już krzywdy innych osób przez moją osobę. Musisz się ukryć ze swoją matką i to jak najprędzej. Postaram się wynająć wam statek. Wypłyniecie na morze i spróbujecie odnaleźć nowy ląd. Nie nadajecie się już do mieszkania na tej wyspie, bowiem gdzie się nie udacie, tam będą chcieli was zabić. I Darkness i ludzie. 
   - Darkness?
   Głos chłopaka był cholernie niepewny i przerażony. Demonica poczuła, że było się ugryźć w język. Teraz zapewne wypytywać będzie o czarnowłosego, którego obrazy pojawiły się przed oczętami kobiety. Wolała nie pamiętać widoku wściekłego wilka. 
   - Twoja matka, jeżeli znajdzie w sobie dosyć dużo siły, opowie ci o tym idiocie. Ale to już wtedy, kiedy będziecie bezpieczni. Na chwilę obecną lepiej, abyście zaprzestali o tym myśleć i podnieśli swoje szanowne cztery litery. Znajdę wam jakiś transport, pożegnasz się z tatusiem i... - W oczach dziewczyny nagle zrobiło się bardziej mokro, a pierwsza łza spłynęła po policzku i spadła na rękaw, którym przetarła wilgoć na swojej twarzy. Próbowała zgrywać osobę twardą, która w ogóle nie przejmuje się faktem, iż zaraz zapewne straci najlepszego przyjaciela już na zawsze. Chłopiec nie postanowił dać jednak za wygraną. Złapał za rękaw kobietę i przyciągnął ją do siebie, czule obejmując. Był taki młody... Tak wiele jeszcze w życiu przed nim... A czuł, mimo wszystko, iż przed sobą stoi kobieta z jego najwspanialszych snów, jedyna w swoim rodzaju, której nie chciał porzucać. Przynajmniej nie w takiej sytuacji. 
  - Proszę, chodź ze mną.
  - Ja... uch... - mruknęła, rozglądając się na boki, jakby monitorowała, czy wokół nie ma żadnych wrogich jednostek. - Zobaczę.
   
Samael?

I don't care - I ship it! [MINI KONKURS]


   Ach, walentynki. Ach, miłość. Ach, jakże cudownie jest poczuć z daleka woń kwitnących pąków i róż. Widziałeś może wilka, który właśnie wręczył swojej ukochanej wypełnioną wspaniałymi przysmaczkami bombonierkę? A może mijając sklepy natrafiłeś na wędrowca, któremu dzisiejszy dzień przyniósł więcej niekorzyści i został właśnie wyrzucony przez narzeczoną z domu, która warcząc i przeklinając jego romantyczną duszę, miota walizkami dawnego kochanka na lewo i prawo? Zaiste, walentynki to dziwny czas. W tym okresie rozstaje się najwięcej par i najwięcej z nich się łączy. Wpadają sobie w ramiona i namiętnie całują. 
  Również jest to czas swatek. Te panie, lub panowie, którzy ukochali sobie tak zwane shipowanie innych są dzisiaj w wyśmienitym nastroju na pogawędki, wymiany informacji, podrabianie podpisów w karteczkach walentynkowych... Zastanawiałeś się, jak to właściwie jest być kimś takim?
   No cóż... teraz masz okazję się przekonać. 

niedziela, 23 lutego 2020

Pogrzeb Marzeń [Od Hassera C.D Tytanii]

Dni na pustynii były gorące, cholernie gorące, nawet o tej porze roku. Jednak noc też dawała o sobie znać. Na Qan’rat po zachodzie słońca bardzo szybko robiło się przeraźliwie zimno, temperatura spadała kilka stopni poniżej zera. Hasser wraz z towarzyszami musieli na zmianę pilnować ognia, który zapobiegał ich przemarznięciu. Po około dwóch tygodniach bezowocnych poszukiwań młody wilk zaczął wątpić. – Przecież to już trzecie miejsce zaznaczone na mapie, a tutaj kurwa nic nie ma!
Było po nim widać oznaki bezsenności, był przewrażliwiony i zdenerowowany.
- Spróbujmy, chociaż ten ostatni raz... – nalegał Alas, jakby był tym dobrym duchem młodego, zrezygnowanego wilka. – Porozglądajmy się.
Hasser usiadł wraz z Łowcą Elbertem z zamiarem przygotowania obozowiska. Wilk zastanawiał się co teraz dzieje się na Zamczysku. Co z Tiffany, czy może czuje się już troszkę lepiej. A co u Vipera i małej Fire? Codziennie o tym myślał. Również o swojej rodzinie. Choć tęsknił również za Rivangoth. Postanowił, że musi tam wrócić, odwiedzić bliskich. Jak tylko Tytania wyzdrowieje, bo przecież musi na pewno. Tak myślał Hasser i był bardzo mocno co do tego przekonany.
W tej chwili z głębokiego zamyślenia wyrwał go Gepard. Zaczął wołać z całkiem dużej odległości, tak dużej że tamten nie mógł wcale zrozumieć jego słów. Słyszał tylko jego donośny głos. Po chwili dwójka wędrowców dotarła do mocno zszokowanego Alasa. Ten, wyglądał jakby zobaczył coś dziwnego, mało prawdopodobnego, ale nie był przestraszony, raczej...
- Co się stało? Dlaczego tak głośno krzyczałeś? – zapytał Elbert, starszej już daty łowca, jednak wciąż jeden z najlepszych w Zamczysku.
- Widziałem... Jego. – Alas wciąż wypatrywał się w dal, w kierunku w którym odszedł.
- Kogo? – Hasser był naprawdę podniecony tą sytuacją, ponieważ jest to zupełnie coś nowego, wnoszącego promyk nadzieji w bezowocne poszukiwania.
- Był wysoki. Brunatego koloru. Wyglądał inaczej... miał dwie długie nogi łączące się z tułowiem i głową. Jego czarne głębokie oczy wbijały się w moją duszę. – Alas mówił to pewnie, choć sam nie wiedział czy tylko mu się to nie zdawało.
- Powiedział ci coś? – wykrzyknęli oboje jakby mieli w głowie to samo, ważne pytanie.
- Nic nie mówił. Tylko na mnie spojrzał i poszedł na wschód.
- W takim razie nie rozbijamy obozowiska. Musimy jechać dalej, natychmiast. Złapali trop, uleczenie Tytanii może być bliżej niż to się wydawało. Cała nadzieja w tej tajemniczej istocie.

Wigilia [Od Tigrana C.D Laroty]

   Popatrzyłem na moją dziewczynę, wysoka, złoto-futerkowa kocica z ludzkimi cechami odpowiadającymi płci żeńskiej i utrzymującej pionową postawę ciała. Tak, to ona, moja partnerka, moja miłość od pierwszego wejrzenia Lara. Dałem jej buziaka w nos, którego ona odpłaciła mi klapsem. W sekundę na moją twarz wystąpił rumieniec a ona widząc moją reakcję ukazała na swojej twarzy uśmieszek. Jej wesołe oczy, przeszywający wzrok i piękne puszyste dłonie dopełniały obrazu ciała, które wyglądało jakby po armagedonie.
  W myślach postanowiłem sobie zrobić z mojej ukochanej istotę biologiczną, żeby żyła ze mną i przy mnie odczuwała więcej niż komputer i kilka kabli, chciałbym aby czułe podniecenie, napięcie seksualne, radość, smutek i żal, żeby jej osobowość była w pełnej wersji a nie ograniczonej wersji z kilku cewek, kart pamięci i procesorów, żeby w mojej ręce leżała mięciutka łapka mojej kochanki.
Żeby poczuć na sobie jej oddech, jej miękkie piersi podczas tulenia, słuchać jej jęków późno po nocach, i dbać o nią. Z tymi myślami prowadziłem ją za rękę do miasta. Po 10 minutach spaceru weszliśmy do restauracji, zasiedliśmy razem w koncie na kanapie i zachowywaliśmy się jak prara głęboko kochających na stolatków. Lara zgrabnie wskoczyła mi na kolana i łapiąc mnie za tył głowy przyłożyła delikatnie usta do moich, nieśmiało wpychając język w moje wargi, była to bardzo przyjemna chwila, w której dowiedziałem się, że jest to pierwszy raz z języczkiem i że chciała by być człowiekiem. Zaproponowałem jej naprawę futerka.
  W tym celu udaliśmy się do lokalnego garbarza, który dobrał idealne futerko dla mojej dziewczyny, czarne, idealnie mięciutkie z wysokim połyskiem, po oskórowaniu Lary ze starego już zeschłego futerka założyliśmy jej nowe, czarne z połyskiem, z jej figurą wyglądała jak bogini i dalej tak wygląda. Odnowiona Lara wyglądała niczym gwiazda ze starego filmu pornograficznego, była atrakcyjna i gorąca, narzuciłem na nią pelerynę i poprawiłem kaptur, odwdzięczyła się obecnością jej cieplutkiego języczka na mojej twarzy. Czym prędzej wziąłem ją na ręce i zacząłem spacerować, z daleka wyglądaliśmy jak młoda para, która ma przekroczyć próg domu, tylko sama nie wie którego, Ona, ona, ona cały czas się do mnie uśmiechała. Poczułem jak jej łapy podróżują po moim ciele, od brzucha, po klatce piersiowej i tam się zatrzymały. Lara zaczęła wiercić mi się na rękach, poprosiła, żebyśmy się zatrzymali na ławce w parku, bez myślenia spełniłem jej prośbę, bo słowa od mojej pani są dla mnie święte i zawsze takie zostaną. Patrząc mi prosto w oczy powiedziała tak: Tigran kochanie, chciałabym być kobietą, wiem, że jesteś tym jedynym i chciałabym ci się oddać w całości, proszę pomóż mi, bo sama nie wiem od czego zacząć. Po usłyszeniu tych słów drgnęło moje serce, dłonie zacisnęły się na jej talii a oczy były wpatrzone wprost na nią samą odpowiedziałem: kochanie spełnię twoje życzenie, od kiedy mnie przygarnęłaś pozwoliłaś mi się poczuć człowiekiem, dziękuję ci za to i teraz już wiem, że oboje chcemy tego samego, że nasze serca biją dla nas samych, a nasze ciała ciągnie do siebie nasz nieugaszony płomień namiętności, który niszczy nasze wnętrza i wżera się w każdy aspekt naszego życia. Zabrałem ją do sklepu, aby na okazję konsumpcji naszego związku znaleźć stosowną bieliznę. Ona kupiła biały bodystocking, który idealnie podkreślał jej dojrzałe, kobiece kształty i białe kabaretki, które podkreślały jej piękne długie nogi i urocze puchate stopy, wyglądała jak anioł, zapłaciliśmy i wyszliśmy, ona ściskając coraz mocniej moją dłoń szeptała mi do ucha o nagłej zmianie jej kanonu filmów pornograficznych i zapraszała do wspólnego oglądania, mimo tego, że wiedziała, że jej nie odmówię. W końcu Larota będzie pełną obywatelką i prawdziwą kobietą, która jest do kochania i wspierania, jestem szczęśliwy bo wpadłem na Larotę jak na diament, czy szmaragd, momentalnie została ona postawiona ponad wszystko i każdego na tej ziemi, to ja twój wiecznie oddany Tigran. Laroto, to ja cię kocham i doceniam każdą twoją decyzję, lecz tym czasem zaśnij, bo duzi chłopcy muszą załatwić swoje sprawy. Zaraz po uśpieniu Laroty wyszedłem na zewnątrz, zapaliłem papierosa i się rozpłakałem, ponieważ ona na prawdę chce ze mną być i się we mnie zakochała, myślałem o niej o jej włosach i ciele o nogach i osobowości, do łóżka wszedłem około drugiej w nocy. Lara wyczuła mnie i od razu mnie mocno przytuliła i zasnęliśmy.

sobota, 22 lutego 2020

Too much love [Od Tyks]

  - A więc?
   - Co a więc? - zapytał, sącząc delikatnie dostarczone przez kelnerkę winko i westchnął, odkładając na bok paczkę papierosów. Nawet nie zapytał się mnie, swojego wspaniałego twórcę, czy również nie jestem spragniona lub nie mam ochoty poczęstować się tym świństwem. Albo aż tak dobrze mnie znał, albo był bardziej niewychowany, niż go zapamiętałam. Sama zresztą nie popisywałam się savoir-vivre'm, bowiem nawet nie wpatrywałam się w jego oko. Próbowałam pisać do swojego chłopaka, zapewniając go, że wszystko w porządku. Tak naprawdę nie było, a jeżeli Dagmara poinformuje go o tym, że w restauracji zamknął mnie jakiś psychiczny facet z dezorientującym uśmiechem, będzie mnie czekała długa rozmowa. 
  - Nie będę się z tobą całowała, a tym bardziej uprawiała seks. Pozwól mi wyjść, jeżeli nie masz nic ciekawego do powiedzenia, a ja zapomnę o całej sprawie i nie będę próbowała cię oszpecić swoimi rysunkami, zgoda?
 - Nie zgoda, bowiem moja najwierniejsza fanka nie powinna przecież wyjść stąd bez buziaka.
  Zajebiście kurwa.
  - Nie jes... znaczy jestem. Trochę. Bardzo. W chuj. - westchnęłam, chowając telefon. Usłyszałam kolejne powiadomienia dobiegające z mojego poczciwego samsunga, jednak wiedziałam, że lepiej skupić się na mojej pseudo-niechcianej walentynce i mieć już z głowy całą tę kolacyjkę. Kurwa mać, znając życie to Raz jest już w Rzeszowie, a ja właśnie utkwiłam w jakimś gównianym barku o gównianej reputacji z gównianym facetem, który na siłe chyba chce mi spierdolić walentynki.
 - Mam chłopaka.
 - A ja jestem niewybrednym singlem. Trójkącik?
   - Raz mnie zabije.
   - Uważaj, bo jeszcze się we mnie zakocha, tak jak ty, moja kruszynko. Masz jakieś życzenia czy od razu wolisz przejść do rzeczy, a ja przy okazji będę miał zaliczony zakład z Viperem, który będzie naszym prywatnym kelnerem i z uśmiechem na twarzy zapoda ci picolo.
   I teraz, drodzy czytacze - wiem do cholery, że nie mam jeszcze tych pierdolonych 18 lat. Wiem też, że nie należy przesadzać z alkoholem no i ten.. Picolo jest uber dobre.
  - Zapodaj mi szampana i zabieramy się za bimbrowanie, a przemyśle sprawę.
   Już to zrobiłam, matole. Nie dostaniesz buziaka nawet w dupę. Nie zamierzam spierdolić sobie związku przez jakiegoś cwaniaka, który w dodatku jest... fikcyjny. Tak się da? Zdradzić swoją drugą połówkę z wymyśloną postacią? O to się go nie pytałam...
  - Chcę do domuuuuu - zaczęłam jęczeć, najgłośniej i najbardziej irytująco jak tylko dawałam radę. Mężczyzna tylko westchnął i zawołał swojego syna, który czekał ze złośliwym uśmiechem w kącie z szampanem.  Naprawdę, truskawkowy bąbelkowy napój cholernie mnie kusił, ale zaraz miał przyjechać mój długo wyczekiwany książę z białego rumaka. Musiałam szybko coś wymyślić, więc złapałam bruneta za rękę i pociągnęłam go w swoją stronę.
   - Zrób coś, jeżeli chcesz wygrać zakład, bo ja nie zamierzam z nim randkować. Zaraz będę miała... ważnego gościa, więc wypuść mnie, proszę.
    - Za...
    - Zamknij się. - stwierdziłam, tupiąc nogą i odrzucając chłopaka na bok. Złapałam za klucz i otworzyłam kawiarenkę, po czym dałam dyla na dworzec. Tam będę bezpieczna. Chyba..

czwartek, 20 lutego 2020

Wigilia [Od Laroty C.D Tigrana]

    Access: unlocked.
    Divice connected.

  Otworzyła powoli oczęta i przekręciła się od razu na drugi bok, a widząc zaczytanego Tigrana, uśmiechnęła się momentalnie. Musiało minąć jeszcze kilka sekund, zanim rozruszała odpowiednio kończyny i mogła wstać na dwie nogi. Nie skrzypiały już tak bardzo i była w stanie dłużej się na nich utrzymać, niż tylko te walone pięć sekund. Chłopak podniósł wzrok znad książki i wpatrywał się w zaintrygowaną panią robot, która przeglądała pakunek, otrzymany od kochanka. Zadziwiające jest to, że ledwo, co go poznała, a okazał się on księciem z jej bajki. Widziała wiele romantycznych filmów, ale nigdy wcześniej nie przeżyła czegoś takiego.Wydawało się to niezwykle nierealne i gdyby była istotą ludzką zapewne powiedziałaby: "to sen, jego tutaj nie ma".
  - Chcesz... do miasta? - zapytała, nakładając na sobie ogromną pelerynę i z wyższością wpatrując się na mężczyznę, który już zdążył odłożyć na bok książkę.Poczuła się w niej zadziwiająco dobrze i szybko doszła do wniosku, że to dobry moment, aby wybrać się gdzieś ze swoim nowo poznanym, chyba chłopakiem. Machała przy tym ogonem bardzo podekscytowana i zaintrygowana. Komputer gotowy był do zarejestrowania nowych wrażeń.
 - Nie jestem do końca pewien, czy to jest aby dobry pomysł. Nie chcę, aby ktoś cię tam skrzywdził, bo ludzie... Ludzie to brutalne istoty, a tutaj jesteś bezpieczna, moja kicio. - szepnął, obejmując ją ostrożnie. Robot typu FAUN był zdezorientowany owym gestem, jednak nie przeszkodziło jej to wyrwać się delikatnie z uścisku i spojrzeć na swojego młodego gościa.
  - Idziemy. - zadecydowała, tupiąc niecierpliwie nóżką. - Chcę poznać twoich braci i jestem pewna, że mój system zaakceptuje ich jako część rodziny.

Tigran?

sobota, 15 lutego 2020

Ketsukin do Artemidy

Po walce, zebralismy się, by podsumować straty oraz to ile wilków i innych magicznych istot zostało uratowanych podczas walki z ludźmi. Do pomieszczenia, w którym rozmawiałem z kapinanami odziałów weszła Laroin i przekazała mi wiadomość, że moja ukochana wróciła do domu. Przeprosiłem zebranych i ruszyłem do domu..
****
Zebrani wszyscy w sali przy stole z papieramj i rozolanowaniem kolejnych tygodni.
-Jakieś jeszcze informacje zostały? -Zapytał ktoś z zebranych, wszyscy spojrzeli po sobie i na kartoteki.
-Chyba to wszystko. 
-To dobrze, wiecie czym się zająć więc bierzmy się do roboty. -Powiedzialem po czym wszyscy się rozeszli. Ketsukin ruszył jeszcze do skrzydeł szpitalnych, by dodać otuchy swoim ludzią. Gdy wyszedł na zewnątrz było już mocno po południu, wszystkie wyjscia na powieszchcnię były zamknięte, oprócz drogi do wilczego miasta. Rudowłosy spojrzał na bawiace się młode, które  żyły inaczej patrząc na świat. Chlopak wrócił do domu i od razu skierował się do sypialni, w której odpoczywała jego luba. Dziewczyna nadal spała, a przyniej czówał jej brat. Kotbieta była już opatrzona czyli, albo się już wcześniej obudziła, albo tak twardo spała, że nawet nie czuła, że się nią zajeli

środa, 12 lutego 2020

,,Wilki skaczą nad koronami drzew" [od Xexy c.d Forneus]

Gdy poczuła jego rękę na sierści, nieco podskoczyła. Był to jednak miły dotyk - nie przywykła po prostu do tego, że ktoś ją gładzi. Zazwyczaj kiedy ktoś zbliżał się do jej karku, to był to ojciec, który mocnym zaciśnięciem szczęk wymierzał karę. To jednak było przyjemne.
Chłopak pachniał bardzo dziwnie, szczególnie materiał, który miał na sobie. Był to zapach mocny i ostry - Xevie stanowczo się on nie podobał. W dodatku jego srebrna ręka była zimna i twarda. Wadera domyśliła się, że to pewnie jakiś metal - nie wiedziała tylko, jak zapytać o to, czemu nie ma swojej prawdziwej ręki. Wydało jej się to bardzo prywatnym pytaniem.
- SIAD - usłyszała. Spojrzała na niego jak na idiotę.
- Przecież siedzisz.
- Chodzi o to, żebyś to ty usiadła - mruknął chłopak. - Tak robią psy na tę komendę.
- Nikt nigdy do mnie tak nie mówił - odparła, ale posadziła tyłek na ziemi. ,,Może to go jakoś uspokoi", pomyślała. - Oh, właśnie. Nawet się sobie nie przedstawiliśmy. Jestem Xeva.
Uśmiechnęła się.
- F... Forneus - wydukał. - Twoje imię ma jakieś znaczenie?
- W moim języku oznacza malinę - odparła. Jej rodzice inspirowali się legendą, według której Rākazuth zraniła się w stopę właśnie przez krzak tych owoców.
- Twoim języku? - powtórzył chłopak ze zdziwieniem.
- Wiesz, na Delcie nie obowiązuje jeden jedyny sposób komunikacji - przymrużyła oczy w uśmiechu, poruszając lekko ogonem. - Swoją drogą, co robisz w lesie?
- W sumie nie wiem. - Wzruszył ramionami. - Mam dość siedzenia w mieście.
- Oh, rozumiem cię - westchnęła. - Też tego nie cierpię.
- Bywasz w mieście? - Zdziwił się Forneus.
- Zdarza mi się - odparła wymijająco Xeva, czując, że nie powinna precyzować, że chodzi jej o Rivangoth. - Wolę czuć wiatr i ziemię pod łapami niż zaduch i kamień uliczek. Chciałbyś może się przejść, skoro już mówimy o takich rzeczach?
- C... co? Gdzie? - zapytał zaskoczony. Wadera poderwała się z ziemi podekscytowana.
- Gdziekolwiek! - zaśmiała się i ruszyła kłusem w stronę, z której przybiegli. Zatrzymała się i odwróciła, a widząc, że chłopak jest wyraźnie zmieszany, dodała: - Zaprowadzę cię w ładne miejsce. Niedaleko jest polana na wzniesieniu. Piękny widok.

Forneus?

,,Polowanie za wiedzą" [od Xevy c.d Echo]

Xeva była zafascynowana tą tajemniczą istotą. Ciągle nie docierało do niej, że Echo pochodzi z przyszłości. Co więcej, była do tego sceptycznie nastawiona, ale dotarło do niej, że niegrzecznie byłoby podważać wersję niedawno poznanej towarzyszki. W końcu ona mogła stwierdzić, że to Xeva gada głupoty, bo Rākazuth to tylko wymyślona bajka.
Mimo tego chłonęła każde jej słowo jak gąbka. Obserwowała w zauroczeniu ruch jej dłoni, kiedy odrywała kawałki mięsa od kości. Chciała dotknąć tych niezwykłych kończyn. Najbardziej intrygował ją palec zginający się zupełnie w inną stronę niż reszta. Podobne mieli ludzie, ale nigdy nie udało jej się podejść do nich tak blisko, żeby przyjrzeć im się dokładnie. Poczuła ukłucie zazdrości. Jak miło by było móc chwytać różne rzeczy! Dotychczas myślała, że jej telekineza to niesamowity dar, ale przy możliwościach Echo zaczęła wydawać jej się boleśnie uciążliwa i toporna.
- Dlaczego właściwie tutaj jesteś? - zapytała po dłuższej chwili ciszy, jaka zapanowała po skończeniu królika.
- Szukam Eteru - odpowiedziała Keeperka i wstała. - Wydaje mi się, że w jaskini za nami może znajdować się jego dorodne źródło.
Zaczęła przedzierać się przez las w stronę omawianej groty. Xeva zerwała się natychmiast i skoczyła za nią.
- Pójdę z tobą! Mogę? Proszę! - zaszczebiotała, błagalnie patrząc na androidkę. Ta na nią zerknęła.
- Jeśli nie będziesz przeszkadzać, to oczywiście.
- Dziękuję - odetchnęła wadera, wybiegając nieco przed Echo, aby spojrzeć, z czym właściwie będzie mieć do czynienia.
Wejście do jamy było niewielkie i ledwo widoczne przez gęste zarośla. Wilczyca schyliła głowę i wytężyła zmysły, aby upewnić się, że nie wejdą przypadkiem do czyjegoś mieszkania. Weszła powoli, ufając swojemu węchowi - nie wyczuwał bowiem on nic oprócz wilgoci i guano nietoperzy.
- Chyba jest czysto - odparła. Strop był niski, czuła, jak koniuszki uszu ocierają się jej o skałę. Za nią weszła na czworaka tajemnicza towarzyszka. W jej ręce rozbłysła kulka światła.
Xeva ujrzała, że przed nimi jest strome zejście. Niemalże pionowa ściana prowadziła w czarną otchłań
- Hm - mruknęła, schylając się, ale nic to nie dało. - Ciężko będzie tu zejść.
Wyprostowała się i skoczyła w dół. Spadała przez ułamek sekundy, po czym zgrabnie wylądowała na tarczy. Błękitne światło z run oświetliło drogę na tyle, aby wadera była w stanie zobaczyć dno przepaści.
- Widzę koniec, ale nie wiem, jak ty zejdziesz. To trochę wysoko... - zaczęła, gdy nagle coś mignęło jej koło głowy. Podskoczyła lekko i spojrzała na ścieżkę z tarczy, które były identyczne do jej. Przez chwilę nie rozumiała, o co chodzi. Powoli zeszła, korzystając jeszcze z dwóch okręgów, po czym stanęła na kamiennej podłodze pokrytym nietoperzymi odchodami. Echo była już w głębi jednego z tunelów.
- Hej, czekaj! - nakazała półgłosem. - Jak ty to zrobiłaś? Też możesz tworzyć takie tarcze?
- Oczywiście - odparła androidka. - Jestem w stanie kopiować moce, które widzę.
- Czyli nie tylko formę cielesną? - Xeva nie potrafiła ukryć zaskoczenia.
- Czyli nie tylko formę cielesną - przytaknęła Echo.
- Niesamowite... - szepnęła Xeva, wpatrując się w nią jak w obrazek. - Chciałabym tak potrafić. Możesz latać, jeśli chcesz, prawda?
- Mogę, jeśli wytworzę skrzydła.
- Gdy byłam szczeniakiem, marzyłam o lataniu - zaczęła wspominać długoucha. - Ojciec zawsze mnie ganił. Twierdził, że powinnam być wdzięczna za to, kim jestem, bo to Rākazuth dała mi moją Moc.
Echo nie odpowiedziała i zapadła cisza. Xeva próbowała ułożyć sobie w głowie to, co powiedziała jej dotąd Keeperka. Poczuła, że musiałaby się z tym porządnie przespać, ale z drugiej strony chciała wiedzieć o nieznajomej jeszcze więcej.

-----

Stanęło u wejścia do jaskini. Czuło jej Moc. Ktoś jeszcze jej towarzyszył. Ktoś lub coś, nie mogło stwierdzić dokładnie. Nie znało tej rasy. Mogło jednak powiedzieć jedno - było przepełnione Mocą. Xeva powinna być bezpieczna.
A jeśli ta nieznana istota nie zapewni jej ochrony, ono to zrobi. Poczuło ukłucie strachu na myśl o tym, jak Xeva może zareagować na jego widok, ale wiedziało, że w ostateczności zrobi wszystko, aby jej bronić.
Stanęło na krawędzi przepaści. Mimo braku światła widziało doskonale.
Wybiło się z tylnych łap i zniknęło w ciemności.



Echo?

wtorek, 11 lutego 2020

"A SAMI SIĘ BAWCIE Z TYMI DEMONMI" [Od Forneusa C.D Riped]

Dalej oszołomiony, ale już przytomny otworzył oczy i zobaczył przed sobą fioletowo-włosego chłopaka. Nie wiedział, czy ufać obcej osobie, ale był w takiej sytuacji, że już prawdopodobnie innego wyboru nie miał. Z zamiarem wyciągnięcia swojej mechanicznej dłoni w jego kierunku, poczuł dziwny ból w miejscu, gdzie jego skóra styka się z metalem- ręka zmieniła się w zwykły, ciężki kawałek metalu, którym nie był on w stanie kontrolować. Wyciągnął, więc drugą udając, że nic się nie stało i został tym samym podciągnięty przez chłopaka ku górze. Czuł, jak bardzo jego ciało jest poharatane, a fakt niezdolności poruszania jedną ręką tylko bardziej go dobijał.
- Yhm... Dziękuję- wstał na nogi.- Dziękuję za pomoc. Jestem wdzięczny.
- Co tu robisz?- zapytał towarzysz.
- A. Co ja tu robię...- Forneus objął swoją obolałą rękę.- Jestem tu całkowitym przypadkiem, zwykły spacer. Pomożesz mi znaleźć drogę do Imperium? Potrzebuję pomocy- przełknął ślinę.- Używam protezy i chyba coś się w niej zepsuło, gdy upadłem.
Fioletowy ruszył w przeciwnym kierunku bez słowa, a on powolnie za nim podążał. Czuł, jakby ktoś wbijał mu igły w różne miejsca na ciele, nie tylko jego ręka ucierpiała podczas tego upadku.
Szli przed las, a droga coraz bardziej się wydłużała. Niebo dalej było ponure i płaczące, nie był w stanie powiedzieć , która może być już to godzina, ale domyślał się, że zmrok jest coraz bliżej. "Dzięki Bogu, że chociaż noga funkcjonuje normalnie" rzucił do siebie w myślach, dalej podążając jak cień za chłopakiem.
- Możemy się tu na chwilę zatrzymać?- Cyborg wskazał na jaskinię na boku drogi, wyglądała jak idealne schronienie przed deszczem.
W środku było bardzo zimno jak to w jaskiniach. Jego wybawiciel nie miał na sobie żadnych ciepłych ubrań, więc było widać, jak porządnie marznie, próbując naciągnąć rękawy bluzy na tyle, aby móc ogrzać swoje dłonie. Forneus nie mogąc już na to patrzeć, wstał i zrzucił z siebie swój płaszcz, po czym podał mu go.
- Odwdzięczę Ci się tak- na jego twarzy zawitał delikatny, miły uśmiech.
On nie musiał obawiać się niskich temperatur. Jego ciało było tak bardzo zmodyfikowane, że do sposobu odczuwania temperatury przez człowieka było mu naprawdę daleko.
Zajął ponownie swoje miejsce parę metrów od niego.
Riped?
Szablon został wykonany przez gracza Fragonia.
Zobacz kredyty.